Na początku specjał, który szczególnie zapadł mi w pamięci - Alibokmisches, czyli rurki z ciasta drożdżowego wypiekane nad prawdziwym piecem. Kiedy są jeszcze miękkie, na gorąco obtacza się je w rozdrobnionych migdałach, orzechach włoskich, cynamonie i cukrze (swoją drogą, jak widać na zdjęciu, na tablicy został napisany cały skład tych drożdżowych wypieków). Osobiście bardzo je polubiłam i nie raz kupowałam podczas trwania całego jarmarku. Na pewno spróbuję kiedyś je odtworzyć, chociaż piec chyba trzeba będzie je na ognisku przed domem... ;)
Ozdoby, ozdoby, ozdoby. Od niezwykle aromatycznych świeczek do ręcznie robionych bombek, glinianych figurek, drewnianych ozdób okiennych i ceramiki z całego świata.
Grzane wino, gorąca czekolada, kakao i wszelakie likiery, podobnie jak wszelkie słodkości - począwszy od tradycyjnych makowców do czekoladowych figur - naturalnie cieszyły się ogromnym powodzeniem. Szczerze mówiąc, od samego patrzenia można dostać oczopląsu, tym trudniej też jest zdecydować się na jakiś konkretny smakołyk. Ma się ochotę spróbować po prostu wszystkiego (pomijając kiełbaski, które są nieodłącznym elementem wszelkich niemieckich festynów i na których zjedzenie jest szansa przy okazji każdego niemieckiego festynu).
Przyznam, że miałąm ochotę kupić niejedną rzecz, a po kilku dniach przechadzania się wśród stoisk rozstawionych na kiermaszu skusiłam się na kilka drobiazgów - nie tyle świątecznych, co najzwyczajniej w świecie zimowych. Przyjemnych, może odrobinę sielskich, otulających wnętrza, a także podniebienie - wśród nabytków znalazł się różany mus i waniliowy miód. Nabytki znalazły już swoje miejsce odpowiednio w kuchni i pokoju, a ja zapisuję kiermasz 2013 jako udany. Jutro kończy się oficjalnie, ale dziś wyjeżdżam do Wrocławia na... no właśnie! Na coś, co na pewno będzie opisane. O tym jednak innym razem. Póki co mogę jedynie powiedzieć, że czy to w Görlitz, czy w Dreznie lub Berlinie,
Cudnie tam! <3
OdpowiedzUsuńpiękne zdjęcia:)
OdpowiedzUsuńMnóstwo moich znajomych, którzy albo mieszkają za granicą albo akurat byli tam w okresie przedświątecznym - wszyscy bez wyjątku mówią właśnie o jarmarkach. Niestety mówią też o tym że jarmarki tam są o wiele bardziej świąteczne i kolorowe niż nasze rodzime :(
OdpowiedzUsuńwww.zyjfit.com.pl
marzy mi się spacer po takim jarmarku, może kiedyś się uda...
OdpowiedzUsuńa jeżeli chodzi o Alibokmisches - latem udało mi się odwiedzić Czechy i Węgry i w obu tych krajach podobnego specjału próbowałam, z tym że pod innymi nazwami: w Czechach Trdelnik, a na Węgrzech - Kurtoskalacs. I w obu miejscach oczywiście stało napisane, że to oryginalna czeska/węgierska receptura. Ciekawe gdzie tak naprawdę po raz pierwszy powstał ten wypiek?
Tak czy siak jest pyszniutki, a tym bardziej, gdy jedzony w takim klimatycznym miejscu... :)
uwielbiam takie jarmarki i czekam aż w końcu u mnie w mieście się zacznie :) te cudowne ozdoby, a przede wszystkim smaczne produkty -warto się w takie wyposażyć, bo to jedna z niewielu okazji w roku kiedy możemy coś tak smacznego jak i pięknego nabyć :)
OdpowiedzUsuńspokojnej drogi do Wrocławia i oczywiście miłego pobytu :*
czy tylko w Katowicach nie ma świątecznego rynku/jarmarku?:( EEechhh :(
OdpowiedzUsuńA bogactwo faktycznie-1sza klasa, zachwycona jestem :) Na pewno panuje tam nieziemska atmosfera..
A to na 1szym zdjęciu nazywa się też Chimney Cake, węgierski (podobno), tradycyjny wypiek :D
A u nas znany pod nazwą kołacza również :)
Słyszałam co nieco o Wrocławiu-powodzenia! :D Udanej zabawy ;D
A ja słyszałam plotki, że jest i w Katowicach, ale taki jakiś malutki :D
UsuńDziękuuuję! Było świetnie :)
Różany mus - to bym równie chętnie posmakowała :)
OdpowiedzUsuńNa Wrocławskim jarmarku Alibokmisches nazywa się Kurtoszkołacz :) Próbowałam - rzeczywiście bardzo smaczne :D Na Niemiecki z chęcią bym się wybrała, na pewno te Polskie jarmarki nie umywają się do nich. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńrewelacyjne zdjęcia! bardzo chciałabym się tam znaleźć :) Twoje nabytki bardzo mnie ciekawią, a jeszcze bardziej to, jak je porannie wykorzystasz. takie drożdżowe rurki jadłam - w Warszawie jest jeden foodcart. są megapyszne i megasycące (jadłam zwykłą i nadzianą nutellą) - oczywiście obstawiam, że do tych niemieckich się nie umywają. miłej zabawy we Wrocławiu! to kolejne miasto, które chciałabym odwiedzić
OdpowiedzUsuńileż bym dała za taki jarmark u nas :) pięknie tam w Niemczech jest a ich jarmarki (akurat miałam okazję być tam, kiedy trwał jeden z nich, choć nie bożonarodzeniowy) są takie.. magiczne :)
OdpowiedzUsuńJadłam to ciasto bodajże w Zakopanym w zeszłym roku, jest doskonałe!
OdpowiedzUsuńWidzę, że wypad udany, bardzo chciałabym pojechać na taki jarmark... :)
Ja tu mieszkam (;
UsuńHaha, dupa wołowa ze mnie, zapomniałam :P
UsuńTo chyba dlatego, ze Cathy ostatnio pisała o takim jarmarku w Niemczech, ale u niej to był właśnie wypad :]
a, no może ;D
UsuńO rany- ta rura gigant z pierwszego zdjęcia- coś cudownego :D widzę, że w Niemczech już klimat świąteczny zagościł na stałe... Bardzo ładne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńJestem bardzo ciekawa co też Cię będzie sprowadzać do Wrocławia...
OdpowiedzUsuńU mnie w Lubliie taki jarmark organizowany jest rokrocznie w sierpniu, więc smaki takiego 'targu' są nieco inne. Wersja zimowa wydaje mi się ciekawsza, te wszystkie gorące czekolady, grzańce, konfitury... No i ta rurka jest bardzo ciekawa, chociaż aż się prosi coś tam jej do środka wpakować!:)
co do tego Alibokmisches jadłam kiedyś coś bardzo podobnego tyle, że w Budapeszcie i nazywało się to sękaczem, a smak, obłędny, żałuje, że, nie można dostać ich gdzieś w Polsce :)
OdpowiedzUsuńŚwietne zdjęcia, a atmosfera która tam panowała pewnie jest nie do opisania :)
Wszystko wygląda pięknie i niezwykle klimatycznie :)
OdpowiedzUsuńa waniliowy miód chyba będzie mi się teraz po nocach śnił!
Chętnie wybrałabym się na taki jarmark.
OdpowiedzUsuńjadłam je kiedyś w górach, pyszne są!
OdpowiedzUsuńtaki jarmark to musi być coś! :)
OdpowiedzUsuńuwielbiam takie jarmarki :) u nas we Wrocławiu też jest całkiem fajny, a to ciasto - w PL jest teraz na to moda - to kurtoszkołacz :) nie miała okazji zjeść, ale podobno jest pyszne :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam to ciasto, szczególnie z cynamonem :)
OdpowiedzUsuńNa wrocławskim jarmarku te zawijasy z ciasta drożdżowego nazywają się Kurtoszkołacz i rzekomo są z Węgier :)
OdpowiedzUsuńWooow! Everything looks soooo great! Like your photos!
OdpowiedzUsuńThank u :*
Usuńwszystko wygląda tak magicznie! :)
OdpowiedzUsuńFajnie Ci ! Chciałabym mieszkać w tak bajkowym miejscu (oczywiście na okres świąteczny) :))
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, ze sie troche pomadrze... Chcialabym tylko wyjasnic kwestje nazwy tych rurek, ktore faktycznie sa niesamowite dobre ;) . Troche niewyrazna ta fotka, tam jest napisane "Altböhmisches Schmankerl", co oznacza "Staroczeski przysmak". Ten przysmak pochodzi z Wegier (czy z Czech tez, nie wiem) i zwie sie, jak juz wyzej pisano, Kürtoskalacs. W Niemczech pojawil sie dopiero przed paru laty iwlasciwie znajdzie sie go tez tylko pod nazwa Kürtoskalacs... To tylko dla wyjasnienia, bo jezeli ktos by faktycznie w Niemczech szukal Alibokmisches to nie ma szans, nikt nie bedzie wiedzial, o co chodzi, bo sama sie dlugo zastanawialam ;)))... Ale jest straaasznie smaczny, niestety nie mam pojecia, czy samemu takie cos mozna wyprodukowac, obawiam sie, ze raczej nie...
OdpowiedzUsuńBarbara
Racja! Dziękuję za zwrócenie uwagi. Szczerze nie wiedziałam, że ten przysmak pochodzi z Węgier, ale zawsze dobrze jest się czegoś nauczyć :) Będę pamiętać!
UsuńPozdrawiam :)
Pięknie, kolorowo i tak jakoś przyjaźnie :)
OdpowiedzUsuńOMG, waniliowy miód, jeeeeeeeeeeejuuuu! Pocoś to napisała, po coooo?!!!111 :(((
OdpowiedzUsuńWeź mnie tam za rok, błagam błagam błagam ♥♥♥
Po to, żebyś była zazdrosna, haha :*
UsuńZapraszam! :)
Pamiętam jak dwa lata temu byłam na jaramrku świątecznym w Berlinie - było bajecznie! Kocham rozświetlone lampkami straganiki i zapach słodkich wypieków. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę :)
OdpowiedzUsuńŚwietna relacja! Uwielbiam takie świąteczne jarmarki, bije od nich magiczna atmosfera, jedyna w swoim rodzaju... W tym roku odwiedzę jarmark we Wrocławiu, podobno też jest warty uwagi.. :)
OdpowiedzUsuńMam wielką słabość do jarmarków i do wszystkich regionalnych smakołyków, które można na nich skosztować :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
niemieckie jarmarki bożonarodzeniowe są super, często jeździłam do berlina, ale już nie mieszkam tak blisko granicy. w szwecji gdzie obecnie mieszkam jarmarki też są klimatycznie :)
OdpowiedzUsuńByłam w tym roku po raz pierwszy na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie. Wróciłam oczarowana kompletnie. Ta feeria barw, aromatów, ta atmosfera. Fakt, od patrzenia na to wszystko można dostać oczopląsu, a jakbym miała kupić wszystko, nad czym wydobywało się z moich ust "ach" lub "oołaał", to z pewnością bym zbankrutowała :)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę takiego jarmarku! Pięknie musi być, szczególnie wieczorem :)
OdpowiedzUsuńA te rurki z ciasta są obłędne! Jadłam takie w górach :)
te rurki są obłędne..
OdpowiedzUsuńpiekne zdjecia *.*
pozazdrościć takiej wycieczki ;)
OdpowiedzUsuńWycieczka z domu na rynek :)
Usuńwe wrocławiu te rurki to po prostu kołacze.
OdpowiedzUsuńpiękny ten jarmark, ale z wrocławskim nie wygra! niedługo zresztą będzie relacja u mnie ;)
Co kto woli :D dla mnie ten już wygrał ;)
UsuńTeż byłam wczoraj na Jarmarkach w Berlinie. Bardzo klimatycznie, można wprawić się w świąteczny nastrój :)
OdpowiedzUsuńAle i tak największe wrażenie zrobił sklep z czekoladkami ;)
Bajka! Kocham takiej miejsca i jedyny ich minus to to, że potrafię wydać w nich fortunę ;)
OdpowiedzUsuńFajnie wygląda ten niemiecki specjał, można by tylko wrzucić tam jeszcze jakiś farsz.
OdpowiedzUsuń