Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

12.24.2013

519. Wesołych Świąt!



I... Stało się. Nareszcie Święta.  Ostatni dni minęły na przygotowaniach - sprzątaniu, dekorowaniu, pieczeniu, gotowaniu. Pakowaniu prezentów i słuchaniu kolęd, zapalaniu kolejnych świeczek zapachowych i przyozdabianiu łóżka lampkami. W międzyczasie także na cudownym spotkaniu z Beatą Śniechowską, o którym więcej napiszę dopiero za jakiś czas. Co pozostało teraz? Już tylko czekać do wieczora, czekać na Wigilię. Już niekoniecznie na śnieg - jego chyba już nie warto wypatrywać. Sądzę jednak, że wcale nie jest on taki ważny. Liczy się to, z kim będziemy przez najbliższe dni. Liczą się rozmowy, liczą się spojrzenia, liczą się te wszystkie chwile spędzone razem. Może i minie to szybko - może za chwilę obudzimy się w piątek z rana i zdamy sobie sprawę, że to już już po świętach. Może, ale sądzę, że dlatego też tym bardziej należy docenić chwile - te tu, te teraz. 


Życzę Wam wszystkim radosnych, spokojnych, zdrowych Świąt spędzonych w gronie najbliższych Wam, ukochanych osób. 

12.14.2013

Niemiecki Jarmark Bożonarodzeniowy!

Na początku specjał, który szczególnie zapadł mi w pamięci - Alibokmisches, czyli rurki z ciasta drożdżowego wypiekane nad prawdziwym piecem. Kiedy są jeszcze miękkie, na gorąco obtacza się je w rozdrobnionych migdałach, orzechach włoskich, cynamonie i cukrze (swoją drogą, jak widać na zdjęciu, na tablicy został napisany cały skład tych drożdżowych wypieków). Osobiście bardzo je polubiłam i nie raz kupowałam podczas trwania całego jarmarku. Na pewno spróbuję kiedyś je odtworzyć, chociaż piec chyba trzeba będzie je na ognisku przed domem... ;)
Ozdoby, ozdoby, ozdoby. Od niezwykle aromatycznych świeczek do ręcznie robionych bombek, glinianych figurek, drewnianych ozdób okiennych i ceramiki z całego świata.

Grzane wino, gorąca czekolada, kakao i wszelakie likiery, podobnie jak wszelkie słodkości - począwszy od tradycyjnych makowców do czekoladowych figur - naturalnie cieszyły się ogromnym powodzeniem. Szczerze mówiąc, od samego patrzenia można dostać oczopląsu, tym trudniej też jest zdecydować się na jakiś konkretny smakołyk. Ma się ochotę spróbować po prostu wszystkiego (pomijając kiełbaski, które są nieodłącznym elementem wszelkich niemieckich festynów i na których zjedzenie jest szansa przy okazji każdego niemieckiego festynu).
Przyznam, że miałąm ochotę kupić niejedną rzecz, a po kilku dniach przechadzania się wśród stoisk rozstawionych na kiermaszu skusiłam się na kilka drobiazgów - nie tyle świątecznych, co najzwyczajniej w świecie zimowych. Przyjemnych, może odrobinę sielskich, otulających wnętrza, a także podniebienie - wśród nabytków znalazł się różany mus i waniliowy miód. Nabytki znalazły już swoje miejsce odpowiednio w kuchni i pokoju, a ja zapisuję kiermasz 2013 jako udany. Jutro kończy się oficjalnie, ale dziś wyjeżdżam do Wrocławia na... no właśnie! Na coś, co na pewno będzie opisane. O tym jednak innym razem. Póki co mogę jedynie powiedzieć, że czy to w Görlitz, czy w Dreznie lub Berlinie, 

12.07.2013

509. Zimowe migawki i Wspólne Blogowe Mikołajki!

Dzisiaj nieco inaczej.

Kilka dni temu odebrałam paczkę. Wiedziałam, z jakiej okazji - nie miałam za to pojęcia, jaka była jej zawartość. Odkryłam już za to na samym początku, kto był jej nadawcą.


Z jakiej okazji to wszystko? Oczywiście, Mikołajek! Akcji zorganizowanej w grupie bliskich mi osób, z którymi połączyła mnie już nie tyle kulinarno-blogowa pasja, co wiele wspólnie przeprowadzonych rozmów, w których poruszanych był chyba każdy możliwy temat. Dzięki losowaniu miałam okazję zrobić prezent jednej z blogerek - Anecie, którą miałam okazję spotkać - co ciekawe - w dzień, w którym dowiedziałam się, że to ja będę jej Mikołajem. Robienie dla niej prezentu było dla mnie bardzo miłym doświadczeniem, niemniej jednak równie mocno zabiło mi serducho, kiedy zobaczyłam u siebie paczkę od Moniki


Po kilku dniach oczekiwania, w Mikołajkowy poranek otworzyłam pakunek. Co znalazłam? Źródło wspaniałego pomarańczowego zapachu, który rozchodził się w okolicach paczki i dawał mi do myślenia - ukrytą w mikołajowej "skarpetce" Herbatę Wigilijną, której zawartość urzekła mnie kandyzowanymi pomarańczami. Dla niej warto było zrezygnować z kawy! Musiałam od razu jej spróbować. W pięknie opakowanej puszce na ciastka (która na pewno niebawem zapełni się pierniczkami) znalazłam także - a jakżeby inaczej - czekoladowego Mikołaja. Poza tym, co chyba rozczuliło mnie najbardziej. Monika napisała do mnie przemiły liścik. Co się w nim znalazło? Niech to będzie już naszą tajemnicą. :)

Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to nie tylko blog daje radość, nie tylko blogowanie samo w sobie, ale i ludzie, których dzięki niemu ma okazję się poznać. Mikołajki roku 2013 będę wspominać szczególnie ciepło, gdyż to pierwsza taka akcja - a na pewno nie ostatnia! - w której wzięłam udział. 

Chciałam przy okazji podziękować Katarzynie, która wspaniale wszystko zorganizowała i dopięła na ostatni guzik - dzięki jej koordynacji wszyscy mogli cieszyć się na czas swoimi prezentami. :)





Co do tego? Garść migawek z ostatniego czasu. Aparat, instagram.


Nowy kubek (hot drinks: no cocoa = no winter!),  urokliwe uliczki mojego niemieckiego miasta, które od Polski dzieli tylko rzeka - uchwycone podczas powrotu z nowo odkrytej restauracji.

"An Outline of English literature" GC Thornley'a , czyli książka ze szczerym zainteresowaniem czytana jeszcze w drodze do Angeliki.

Kakao z marshmallows przy pierwszych świątecznych piosenkach zainicjowanych przez Konstancję, kupiony w pośpiechu i wyjadany każdego dnia ulubiony krem kokosowo-ciasteczkowy.

Na końcu Bolesławiec, miasto, w którym wychowywałam się sporą część życia. Najpiękniej wygląda właśnie nocą!

11.27.2013

501. Wednesday / Urodziny.

pełnoziarniste pancakes z powidłami śliwkowymi, dżemem pomarańczowym, syropem daktylowym i skruszonymi ziarnami kakaowca
wholewheat pancakes with plum & peach jam, date syrup and crushed cocoa beans

To nie czas na leniwe śniadanie, aczkolwiek przywołuję pewien bardzo apetyczny aspekt ostatnich kulinarnych poczynań. No i właśnie, wychodzi, jak szkoda byłoby mi personalnie tłumić nie-śniadaniowe zdjęcia, czyli te,  z których zwykle akurat jestem zadowolona najbardziej.

Dziś? Dziś są moje osiemnaste urodziny. Zdaję sobie sprawę, że tyle razy myślałam sobie, że w tym wieku mnie już nie będzie. Przez te osiemnaście lat zaobserwowałam w życiu swoim, innych, wiele zapadających w pamięć sytuacji, znalazłam się w tylu rozmaitych położeniach, że choć zapewne nie wiem większości o życiu, tak zwanej egzystencji świadomej, czuję, na czym stoję, czuję, że trzymam się na nogach i nie podpieram się rękoma ziemi. W ciągu osiemnastu lat zdążyłam zmienić się niemal całkowicie. Kolejny rok, a choć tak naprawdę dzień urodzin zawsze był dla mnie nieco ponurym, nieco gorzkim, dzisiaj czuję satysfakcję. Jestem, żyję, spełniam się. Tutaj, za jakiś czas tam. Dziś mam urodziny i przyjmuję ten fakt z optymizmem. Przyjmuję wyzwanie kolejnych trzystu sześćdziesięciu pięciu dni. 

11.22.2013

Korzenna cukiniowa owsianka

 cukiniowa korzenna czekoladowa owsianka z jabłkiem
chocolate spice zucchini oatmeal with apple

Klasyk? Już na pewno.

Kolejna nominacja - od Pam. Dzięki!


1. Najmilsze Świąteczne wspomnienie to...

Po kilku godzinach Wigilii - zasypianie z głową na kolanach mamy, siedząc niedaleko ojca, patrząc na choinkę i słuchając kolęd. Słodko.

2. Wiesz już kim chcesz być w przyszłości? Kim? (zawodowo)

Tak, dziennikarką, ale mam też kilka innych planów.

3. Masz do wyboru skok na bungee i skok ze spadochronem, co wybierasz?
Skok ze spadochronem. I jedno, i drugie może mnie zabić, więc jeżeli już miałabym ryzykować, to wolę widzieć więcej przed śmiercią, ewentualnie chwalić się rozleglejszymi widokami. ;p

4. Zaliczyłaś jakąś kulinarną wtopę? Jaką?
No jasne, że się zdarzyło. Kilka razy pisałam o smażeniu twarogu z kaszą gryczaną, ale sukcesem na pewno nie był też mój pierwszy suflet serowy. 

5. Ulubiona czekolada to...
Nie jem czekolady, a jak już, to używam gorzkiej.

6. Masz już plany na Sylwestra?
W toku.

7. Dużą uwagę przywiązujesz do tego co jesz, czy jest to zdrowe, ekologiczne, zbilansowane itd.?
Taką, żeby jeść zdrowo, ale bez paranoi.

8. Co widzisz jak słyszysz słowo ,,starość"?
Ciąg doświadczeń.

9. Jaką cechę najbardziej cenisz w innych ludziach?
Nie mam jednej. Szczerość, wytrwałość i pasję.

10. Jest jakiś zapach, który wprawia cię w doskonały nastrój? Jaki?
Kawy, karmelu, wanilii.

11. Uśmiechnij się i postaraj się zachować uśmiech jak najdłużej to możliwe! :D
Nie można się całe życie uśmiechać, ale dobrze jest mieć jak najwięcej powodów do uśmiechu.

11.19.2013

A DONG - blogerki recenzują!


Dzisiaj niestety wyjeżdżam. Niestety, chociaż tak naprawdę przeważa u mnie zadowolenie. Spędziłam w Katowicach kilka naprawdę wspaniałych dni. Od kiedy poznałam Angie w internecie, nie mogłam się doczekać, kiedy przeniesiemy naszą znajomość do realnego świata. Nie obawiałam się, nie denerwowałam. Wiedziałam, że się dogadamy.

Wczoraj, ostatniego dnia, wybrałyśmy się razem w ramach akcji organizowanej przez portal Uroda i Zdrowie - miałyśmy za zadanie zrecenzować azjatycką restaurację A Dong w Katowicach. Po otrzymaniu obszernej karty dań długo zastanawiałyśmy się, co zamówić. Oczywiście żadna z nas nie zamówiła tego samego dania - chciałyśmy spróbować jak najwięcej różnych potraw. Kelnerka jakby czytała nam w myślach, gdyż wszystko dostałyśmy w formie jednego wielkiego talerza, z którego nabierałyśmy wedle uznania porcje. Nie byłyśmy w stanie zjeść całkiem dużej części posiłku, więc to chyba najlepszy dowód na to, że serwowane tam porcje są naprawdę duże.
Co dokładnie zamówiłyśmy?



Zupę krewetkową po tajsku, pierożki hacao na parze, kurczaka w 5 smakach, kiełki sojowe oraz - uwaga - ośmiornicę po wietnamsku.

Zgodnie stwierdziłyśmy, że zarówno zupa, jak i pierożki były bardzo dobre. Kiełkom sojowym także nie miałyśmy nic do zarzucenia, ale nasze serca podbił kurczak - delikatny i aromatyczny, w pysznym sosie. To naprawdę jedno z lepszych dań tej restauracji. Ośmiornica wzbudziła w nas mieszane uczucia - była lekko gumowata, a jeśli miała ona mieć intensywny smak, skutecznie został on zabity przez zdecydowanie zbyt grubą panierkę. Mimo to danie nie było niesmaczne - można byłoby jednak nad nim popracować, podobnie jak nad ryżem, który niestety był trochę rozgotowany.
Podsumowując powyższe uwagi, A Dong to miejsce, do którego na pewno bym wróciła. W ich menu jest wiele ciekawych propozycji, które z chęcią zobaczyłabym na talerzu. Lokal ma kilka wad, jednak utrzymuje się na dobrym poziomie. Na pewno nie jest to przeciętna azjatycka knajpka, w której można liczyć co najwyżej na rozgotowany chiński makaron z przesmażonymi warzywami.




A swoją drogą, nawiązując do pierwszego zdjęcia... Orange Mocha w Starbucksie jest naprawdę godna polecenia! Kto nie pił, niech zapozna się z tym świątecznym smakiem pomarańczy i gorzkiej czekolady ukrytej w naprawdę pysznej kawie. :)


Dużo interesujących filmów, spacery, ROZMOWY. Wspólne gotowanie, aromatyczne kawy i nowe ciekawe smaki. Tak oceniam to spotkanie i chyba nic dziwnego, że... nie mogę doczekać się kolejnego!
A teraz? Wracamy do codziennych obowiązków. Lekcje czekają. Książka do pociągu już w torbie, czas iść na przystanek. Poranek uwieńczony czekoladowym ciastem z fasoli i kawą "kokosowe malibu" dał potrzebną energię na wyjście. Uśmiech na twarzy poniesie dalej.

11.14.2013

Mus dyniowo-jabłkowy

 kasza bulgur na mleku z musem dyniowo-jabłkowym i syropem z róży
bulgur with milk and pumpkin-apple mousse and rose syrup

Nominowana przez Sanmę do Liebster Blog, mogę tylko podziękować. :)


1. Czy według Ciebie dla miłości można poświęcić wszystko?

Nie, bo miłość nie powinna wymagać poświęcenia wszystkiego. 
2. Z jakiego prezentu najbardziej byś się ucieszyła?

To zbyt prywatne na blog.
3. Otwórz dowolną książkę, na dowolnej stronie. Jak brzmi pierwsze zdanie (pełne)?
Uniósł jej głowę, chwytając za pozlepiane włosy i zauważył, że smuga krwi na policzku tworzy jakby cień.
4. Jesteś szczęśliwa? Uzasadnij.
Wydaje mi się, że jestem szczęśliwa, bo mimo wielu trudności i załamań nadal żyję, dążę do spełnienia swoich planów i sukcesywnie idę do przodu. 
5. Jak myślisz, o czym ludzie najczęściej zapominają?
O tym, że często ich ogromne problemy są tylko chwilami w życiu, kilkoma godzinami z całych lat. 
6. Z jakim uczuciem kojarzy Ci się lustro? Dlaczego?‎
Nie kojarzę tego chyba z niczym szczególnym. Może oczekiwaniem? Nie wiem.
7. Co sądzisz o tym, kim jesteś w danej chwili?
Sobą. 
8. Czy magia w dzisiejszych czasach istnieje?
Nie. Istnieją wspaniali ludzi i wspaniałe gesty, wspaniałe zachowania, wspaniałe chwile. To nie magia, to coś, co chyba powinno kwalifikować się jako należną rzeczywistość. 
9. Czy jest coś czego nie tolerujesz na tym świecie? Co takiego?
Fałsz i nietolerancja. 
10. Jakie jest najpiękniejsze słowo na świecie?
Radość. 
11. Gdybyś mogła zrobić wszystko - co byś zrobiła?
Nie chcę o tym pisać. 

/5 słoiczków/
- 1kg dyni
- 0,5kg jabłek
- 150g cukru brązowego
- 1/2 galaretki cytrynowej
- sok z 1/2 cytryny

Dynię obieramy, wydrążamy miąższ. Kroimy w kostkę i dusimy na średnim ogniu z dodatkiem niewielkiej ilości wody, co jakiś czas mieszając. Zdejmujemy z gazu, kiedy dynia będzie miękka. Jabłka obieramy ze skórki, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Gotujemy z niewielką ilością wody w osobnym garnku do rozpadnięcia się owoców. Jabłka przelewamy do garnka z dynią, dodajemy cukier, galaretkę i sok z cytryny. Mieszamy.  Gotujemy całość około 30 minut. Przelewamy mus do słoików i pasteryzujemy ok. 15-20 minut od zagotowania wody. 

10.01.2013

Orkiszowe naleśniki z czekośliwką

orkiszowe naleśniki z czekośliwką
orkiszowe naleśniki z konfiturą żurawinową/domową czekośliwką i malinami
spelt crepes with cranberry confiture/plum in chocolate confiture and raspberries
orkiszowe naleśniki z czekośliwką

Bez dwóch zdań, konieczność tak wczesnego wyjścia trzeba poprzedzić naleśnikami. Nie wiem, czy to czasem nie jedne z ostatnich malin, ale po ostatnich dyniowych ekscesach smakują niemal ekstrawagancko. Mam nadzieję, że jeszcze chociaż kilka razy w tym roku będę miała jeszcze możliwość nacieszenia się ich smakiem. Konfitura z żurawin i konfitura od Angeliki. Choć ta pierwsza jest pyszna, druga bije ją na głowę - bez dwóch zdań. Od czekośliwki lepsza jest tylko czekośliwka otrzymana w prezencie.

/1 porcja/
-50g mąki orkiszowej
- 1 jajko
- 100ml mleka + 60ml wody
- 1 łyżeczka oleju rzepakowego

Wszystkie składniki miksujemy i odstawiamy na 10-30 minut. Smażymy cienkie naleśniki na dobrze nagrzanej, lekko natłuszczonej patelni. Podajemy z dowolnymi dodatkami. 

9.27.2013

Jajecznica i tosty


jajecznica na maśle z cebulką, papryką i kapustą pekińską, tost orkiszowy
scrambled eggs with butter, onion, pepper and Chinese cabbage, spelt toast

Jako, że Ash wróciła ze swoim świetnym blogiem, trzeba było w jakiś sposób to "uczcić". ;) Tym razem wspólnym bezglutenowym śniadaniem. Dobrze zrobić przerwę od słodkich śniadań. Raz na jakiś czas przydaje się odmiana.

Nareszcie piątek! Powoli wracam do szkolnego tempa. Wypełniam deklaracje maturalne i zaliczam kolejne sprawdziany. Byle do popołudnia, byle do zaczerpnięcia spokojnego oddechu. 

Nominowana przez Basiuchnę odpowiadam na pytania. Dziękuję! 

Czy rozmawiasz jeszcze ze swoją pierwszą miłością?
Nie. 
Jaki był Twój pierwszy napój alkoholowy?
Piwo albo likier.
Jaka była Twoja pierwsza praca?
Roznoszenie ulotek.
Jaka była pierwsza osoba, która dzisiaj do Ciebie napisała?
Konstancja.
Jaka była pierwsza osoba, o której dzisiaj pomyślałaś?
JAKA była? Była miła. A kto nią był? Znajoma.
Gdzie po raz pierwszy leciałaś samolotem?
Nie leciałam, ojej. Spokojnie, za mniej niż rok się to zmieni.
Gdzie po raz pierwszy zostałaś na noc?
Zależy, u kogo. 
Kto był pierwszą osobą, z którą dzisiaj rozmawiałaś?
Mama.
Co było pierwszą rzeczą jaką dzisiaj zrobiłaś?
Wstałam.
Pierwszy koncert.
Byłam na wielu festiwalowych koncertach, ale nie były one specjalnie wybitne. Ten pierwszy wart zapamiętania to koncert Ozzy'ego Osbourne'a w Gdańsku ponad dwa lata temu.
Pierwsza złamana kość.
Nigdy nie miałam nic złamanego ani skręconego. 
Pierwszy piercing.
Kolczyki w uszach oczywiście.
Pierwsze państwo za granicą, do którego pojechałaś.
Niemcy.
Pierwszy film, który pamiętasz.
Laleczka Chucky. To swego rodzaju trauma z dzieciństwa i jako pierwszy to właśnie ten film przyszedł mi na myśl.
Pierwsza uwaga w dzienniczku.
Za rozmowę na lekcji? Nie pamiętam.
Pierwszy współlokator.
Ciekawa jestem, jaki będzie.


9.22.2013

Dietetyczne ciasto dyniowe


ciasto dyniowe
jednoporcjowe ciasto dyniowe z orzechami włoskimi, migdałami i suszoną żurawiną
pumpkin cake with walnuts, almonds and dried cranberry

ciasto dyniowe
Na pierwszy leniwy poranek po serii raczej niezbyt wymyślnych śniadań stawiam na swego rodzaju comfort food, bo oczywiście wypiek, i to z jednym z moich ulubionych jesiennych przysmaków w roli głównej. W tym roku muszę zamrozić o wiele więcej dyni niż ostatnio, bo w innym razie znowu będę tęsknić za nią przez kilka dobrych miesięcy. Po dzisiejszym śniadaniu upewniłam się w tym postanowieniu, bo to delikatne, jesienne ciasto tak naprawdę będzie smakować o każdej porze roku, o każdej porze dnia. 









/1 porcja/
- 1/2 szklanki mąki żytniej
- 1/3 szklanki puree z dyni
ciasto dyniowe- 1 jajko
- 2 łyżki jogurtu naturalnego
- 1 łyżka masła
- 1 łyżeczka syropu z agawy
- 1 łyżka posiekanych migdałów
- 1 łyżka rozdrobnionych orzechów włoskich
- 1 łyżka suszonej żurawiny
- szczypta cynamonu

Mąkę mieszamy, z cynamonem, a następnie dodajemy jajko, syrop, puree z dyni, jogurt oraz roztopione masło. Dokładnie mieszamy ciasto, a na samym końcu dosypujemy doń bakalie i łączymy dokładnie z resztą składników. Przekładamy masę do delikatnie zwilżonej lub natłuszczonej ceramicznej foremki i zapiekamy 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180*.
Akcja: warzywa w słodyczach

9.21.2013

Warszawa: cz. II
















 serek wiejski z mleczkiem kokosowym i malinami
cottage cheese with coconut milk and raspberries













Dziękuję za wczorajsze wsparcie - przeżyłam rozmowę i uważam, że poszło mi dobrze. Rozmawiałam o polityce i sztuce, życiu za granicą i dzieciach. Jestem dobrej myśli. Teraz mam w głowie kolejną, ostatnią i zarazem najdłuższą część egzaminu. Od godziny 9 do 12 będę słuchać, czytać i pisać. Dwa tygodnie później wyniki. Kiedy przeczytam swoje własne zapiski po egzaminie, będę zapewne dziwiła się, że to już po, że mam to za sobą. Oby na dobre.

Po wczorajszym teście przydało się doładowanie. Gorąca czekolada w Starbucksie i moussaka, która chodziła za mną od czasu spróbowania przepysznego pieczonego bakłażana. Trzy dni w sieciówkach, trzy dni obiadów na mieście. Tej nocy wracam do domu i jutro obudzę się już w swoim łóżku. Zastanawiam się, czy ciężko będzie mi wyczekać wyników egzaminu. Warszawa? Podoba mi się bardziej niż za pierwszym razem. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie muszę jeszcze przemyśleć. 


Może to tak typowo babskie, ale po wczorajszym egzaminie niemal od razu poszłam do sklepu po buty. Traf chciał, że od razu znalazłam te wymarzone. Słońce też świeciło. Wierzę, że to był w całości dobry dzień.

Dziś po raz ostatni proszę Was o wsparcie i "kciukowanie". Po powrocie do domu postaram się to wynagrodzić przepisami, bo przez te kilka dni odwyku od gotowania mam głowę pełną pomysłów.

Miłego! :)

9.20.2013

Warszawa: cz. I



domowy budyń waniliowy i serek wiejski z dżemem truskawkowym i śliwką
homemade vanilla pudding with cottage cheese, strawberry jam and plum

*PRZEPIS 

                                                                                                                                                                     No to tak. To dzisiaj. Speaking. Mówię do siebie jakieś przypadkowe zdania, przy śniadaniu rozwodzę się o rozwoju przemysłu w mieście i prowadzeniu ekologicznego domu. W końcu kto wie, o czym sobie porozmawiamy.
Czuję się jak po terapii i mam nadzieję, że jesteś tego świadoma. Odstresowujące rozmowy, które pomagają mi obecnie chyba jak nic innego. Nie działa tak kawa, żadne zakupy, żadne inne telefony. Kiedy myślę, że coś jest nie tak, okazuje się, że jest dobrze, że nie jestem w błędzie, nie jestem w tym sama. Będę o tym myśleć, wiesz?                                                                                                             Nie stresuję się tak bardzo. Na chwilę obecną jestem dziwnie spokojna. To mówienie. To angielski. To przecież moja pasja. Dam z siebie wszystko, bo jak mogłabym inaczej? Nie mogłabym. To nie byłoby w moim stylu, a ja lubię być sobą. Jestem sobą, zawsze.                                                                                                                                                            Dziękuję Ci i dziękuję także Wam. Wspieracie mnie od dłuższego czasu i każdy kolejny komentarz sprawia, że się uśmiecham. To niby kilka słów, może jakaś skryta machinalność. Na szczęście nie składają się jednak zawsze rzeczy skomplikowane, do końca przemyślane i tak niezwykle ważne. Czasem są to słowa, czasem są to myśli. Są to drobnostki, wszystko i teoretyczne nic, bo w praktyce przecież zawsze można zrobić wszystko lepiej.                                                                                                                                                                            
 Potrzymajcie za mnie kciuki w w okolicach 14 i 15, jeśli tylko moja wielka wdzięczność w podzięce Wam wystarczy. :) 

Miłego dnia! 

9.19.2013

Pumpkin spice latte - Starbucks!

pumpkin spice latte

Uff! Wczoraj był naprawdę męczący dzień. Intensywny, na początku stresujący, ale im było później, tym było lepiej. Na samym początku starym zwyczajem chciałam zobaczyć miejsca, w których będę podchodzić do egzaminów. Wolałam już wcześniej mieć o nich jakieś wyobrażenie. To psychicznie mi pomaga. I pomyśleć, że to już jutro. Już jutro i pojutrze. Może piszę o tym do znudzenia, 

Potem? Czas na kawę! Odkąd tylko dowiedziałam się o wprowadzeniu do polskiego Staburcks Pumpkin spice latte, wiedziałam, że będę musiała jej spróbować. Zamówiłam, wypiłam i... nie, nie zawiodłam się! Na początku nie czułam co prawda dyni, tylko jakiś osobliwy, niezidentyfikowany aromat, ale z kolejnymi łykami było coraz lepiej. Czuć w niej lekki posmak dyni, a także moc przypraw, w tym cynamon, który stanowi zwieńczenie bitej śmietany zdobiącej wierzch kawy. 
I cóż - ostatnio mówi się, że sieciówki są trochę przereklamowane, że sieciówki są drogie... Ale i tak je lubię, naprawdę. To po prostu małe uzależnienie. :) Każdy jakieś ma. W ciągu tego wyjazdu na pewno jeszcze co najmniej raz tam trafię. 

pumpkin spice latte


Kupiłam zestaw pitnych czekolad - orzechowe, waniliowe, karmelowe i pomarańczowe. Dalej, pomiędzy dziesiątkami sklepów i przebieraniem w setkach ubrań - obiad. W końcu, w końcu przekonałam się do bakłażana! Wylądował na moim talerzu nafaszerowany różnymi warzywami w pomidorowym sosie i posypany serem feta, serwowany z sałatką i sosem tzatzki. Prze-py-szny. Kiedy wrócę do domu, na pewno go powtórzę, tym czasem hołduję kuchni greckiej. Teraz mam na oku mussakę... 




Dzisiejsze śniadanie? Też musiało się znaleźć. Tymczasem zakładam słuchawki na uszy i zaczynam kampanię antystresową. Bo przecież to moje podejście. Dać z siebie 100%. Inaczej w niczym nie byłoby sensu, czyż nie?
 kanapki z serem żółtym i pomidorem
sandwiches with cheese and tomato