Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z pamiętnika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z pamiętnika. Pokaż wszystkie posty

12.24.2013

519. Wesołych Świąt!



I... Stało się. Nareszcie Święta.  Ostatni dni minęły na przygotowaniach - sprzątaniu, dekorowaniu, pieczeniu, gotowaniu. Pakowaniu prezentów i słuchaniu kolęd, zapalaniu kolejnych świeczek zapachowych i przyozdabianiu łóżka lampkami. W międzyczasie także na cudownym spotkaniu z Beatą Śniechowską, o którym więcej napiszę dopiero za jakiś czas. Co pozostało teraz? Już tylko czekać do wieczora, czekać na Wigilię. Już niekoniecznie na śnieg - jego chyba już nie warto wypatrywać. Sądzę jednak, że wcale nie jest on taki ważny. Liczy się to, z kim będziemy przez najbliższe dni. Liczą się rozmowy, liczą się spojrzenia, liczą się te wszystkie chwile spędzone razem. Może i minie to szybko - może za chwilę obudzimy się w piątek z rana i zdamy sobie sprawę, że to już już po świętach. Może, ale sądzę, że dlatego też tym bardziej należy docenić chwile - te tu, te teraz. 


Życzę Wam wszystkim radosnych, spokojnych, zdrowych Świąt spędzonych w gronie najbliższych Wam, ukochanych osób. 

12.07.2013

509. Zimowe migawki i Wspólne Blogowe Mikołajki!

Dzisiaj nieco inaczej.

Kilka dni temu odebrałam paczkę. Wiedziałam, z jakiej okazji - nie miałam za to pojęcia, jaka była jej zawartość. Odkryłam już za to na samym początku, kto był jej nadawcą.


Z jakiej okazji to wszystko? Oczywiście, Mikołajek! Akcji zorganizowanej w grupie bliskich mi osób, z którymi połączyła mnie już nie tyle kulinarno-blogowa pasja, co wiele wspólnie przeprowadzonych rozmów, w których poruszanych był chyba każdy możliwy temat. Dzięki losowaniu miałam okazję zrobić prezent jednej z blogerek - Anecie, którą miałam okazję spotkać - co ciekawe - w dzień, w którym dowiedziałam się, że to ja będę jej Mikołajem. Robienie dla niej prezentu było dla mnie bardzo miłym doświadczeniem, niemniej jednak równie mocno zabiło mi serducho, kiedy zobaczyłam u siebie paczkę od Moniki


Po kilku dniach oczekiwania, w Mikołajkowy poranek otworzyłam pakunek. Co znalazłam? Źródło wspaniałego pomarańczowego zapachu, który rozchodził się w okolicach paczki i dawał mi do myślenia - ukrytą w mikołajowej "skarpetce" Herbatę Wigilijną, której zawartość urzekła mnie kandyzowanymi pomarańczami. Dla niej warto było zrezygnować z kawy! Musiałam od razu jej spróbować. W pięknie opakowanej puszce na ciastka (która na pewno niebawem zapełni się pierniczkami) znalazłam także - a jakżeby inaczej - czekoladowego Mikołaja. Poza tym, co chyba rozczuliło mnie najbardziej. Monika napisała do mnie przemiły liścik. Co się w nim znalazło? Niech to będzie już naszą tajemnicą. :)

Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to nie tylko blog daje radość, nie tylko blogowanie samo w sobie, ale i ludzie, których dzięki niemu ma okazję się poznać. Mikołajki roku 2013 będę wspominać szczególnie ciepło, gdyż to pierwsza taka akcja - a na pewno nie ostatnia! - w której wzięłam udział. 

Chciałam przy okazji podziękować Katarzynie, która wspaniale wszystko zorganizowała i dopięła na ostatni guzik - dzięki jej koordynacji wszyscy mogli cieszyć się na czas swoimi prezentami. :)





Co do tego? Garść migawek z ostatniego czasu. Aparat, instagram.


Nowy kubek (hot drinks: no cocoa = no winter!),  urokliwe uliczki mojego niemieckiego miasta, które od Polski dzieli tylko rzeka - uchwycone podczas powrotu z nowo odkrytej restauracji.

"An Outline of English literature" GC Thornley'a , czyli książka ze szczerym zainteresowaniem czytana jeszcze w drodze do Angeliki.

Kakao z marshmallows przy pierwszych świątecznych piosenkach zainicjowanych przez Konstancję, kupiony w pośpiechu i wyjadany każdego dnia ulubiony krem kokosowo-ciasteczkowy.

Na końcu Bolesławiec, miasto, w którym wychowywałam się sporą część życia. Najpiękniej wygląda właśnie nocą!

11.26.2013

500. Tuesday / jubileusz!

owsianka na Ince karmelowej z mandarynką i dżemem brzoskwiniowym
oatmeal with caramel chicory coffee, tangerine and peach jam

Kolejny jubileusz. Pół tysiąca wpisów-śniadań za mną. 
Przyznam, że mnie samą to dziwi. Jest to swego rodzaju powód do dumy. 
Mimowolnie wywarł na mnie duży wpływ. Pracowanie nad fotografią, odkrywanie nowych smaków, potraw. Drugie podejścia do początkowo nielubianych dań, eksperymentowanie. Gdyby nie blog, na pewno wielu z tych potraw nigdy bym nie spróbowała, nie wymyśliła. I Ci Ludzie - aspekt dla mnie chyba najważniejszy. 

Wiem, że kiedy wyjadę do Anglii, to już nie będzie śniadaniowiec. Bardziej dziennik zarówno z przepisami tłumaczonymi na angielski, które na pewno nie będą pojawiały się codziennie. Niemniej - czekam i na tę zmianę z niecierpliwością, bo pomiędzy wszystkimi wpisami nigdy nie powiedziałam, że gotowanie jest moją największą pasją. Nigdy też tak nie sądziłam. Za kilka miesięcy zmienię rzeczywistość wokół siebie, zmienię tym samym siebie.

Blog dał mi wiele, dlatego też dostosuję go do swojego życia, na każdym etapie inaczej.

Czemu chciałam napisać o tym teraz? W końcu to jubileusz, półmetek w oczekiwaniu na tysiąc. O niektórych sprawach warto wspomnieć wcześniej. Ostatnio otrzymałam pozytywne zatwierdzenie studiów pod warunkiem wcale nie wybitnie wysokich osiągnięć w maturze. Mam już potwierdzenie. Wyprowadzka w toku, w oczekiwaniu do czerwca. A kiedyś powiedziałam sobie, że będę studiować w Anglii. Może siedem lat temu. Budzę się teraz i cieszę się z tego, kim jestem.

W kwestii obecnych zmian, chciałam tylko poinformować, że chociaż na tym blogu nadal dominować będzie tematyka śniadaniowa, nie będzie tego można traktować jako jakiś "śniadaniowy dziennik na gorąco". Śniadanie pojawiające się nie będzie koniecznie z tego samego dnia, a poza tym - nie będę ograniczać się tylko śniadań. Od początku założenia anonimowe osoby wypytywały mnie czasem, czy śniadanie zostało zjedzone tego czy innego dnia, czy to śniadanie. Odpowiem prosto - to inspiracja, którą zaznaczę. Relish meals to delektuj się posiłkiem, nieważne jakim. To motto mojego bloga i najlepszą interpretacją będzie właśnie to - posiłek, którym można się zainspirować.
Częstotliwość wpisów pozostanie podobna - zapewne wpisy najczęściej będą pojawiać się każdego dnia, jak do tej pory. To zależy od wpisania się w własne kryteria jakości zdjęć, nad którą wciąż pracuję. Wierzę, że i Wy, i ja będziemy zadowoleni z tych zmian - są to zmiany na lepsze. Powierzchownie całkiem nieznacznych, a w zamyśle działających tylko na korzyść bloga i jego czytelników. :)

Jeszcze raz - DZIĘKUJĘ za to, że jesteście: oglądacie, czytacie, gotujecie. To największa motywacja.


11.21.2013

Owsiane pancakes z karmelizowanym kaki

owsiane pancakes z karmelizowanym kaki
oat pancakes with carmelized kaki

Leniwy dzień. Obudziłam się wcześniej - dzisiaj test. Przed testem dwie godziny dobrowolnego okienka. Zobaczymy, czy po godzinie złapię się na rozmowach skutkujących pozostaniem na tej samej stronie.

Placki? Samo ciasto nie ma w sobie cukru, jednak karmelizowane kaki to słodycz eliminująca wszelkie inne dodatki. Szczerze polecam stosik takich placuszków do filiżanki małej gorzkiej czarnej - nie tylko o poranku! Satysfakcja gwarantowana.

/1 porcja/
- 20g mąki żytniej
- 1 jajko
- 100ml mleka
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
- ziarna z 1/4 laski wanilii

Płatki zalać ciepłym mlekiem i odstawić do wsiąknięcia płynu. Dobrze jest zrobić to poprzedniego dnia. Następnie dodajemy resztę składników i mieszamy do ich połączenia się. Na rozgrzanej patelni teflonowej smażymy placuszki z obu stron do zarumienienia. 

11.19.2013

A DONG - blogerki recenzują!


Dzisiaj niestety wyjeżdżam. Niestety, chociaż tak naprawdę przeważa u mnie zadowolenie. Spędziłam w Katowicach kilka naprawdę wspaniałych dni. Od kiedy poznałam Angie w internecie, nie mogłam się doczekać, kiedy przeniesiemy naszą znajomość do realnego świata. Nie obawiałam się, nie denerwowałam. Wiedziałam, że się dogadamy.

Wczoraj, ostatniego dnia, wybrałyśmy się razem w ramach akcji organizowanej przez portal Uroda i Zdrowie - miałyśmy za zadanie zrecenzować azjatycką restaurację A Dong w Katowicach. Po otrzymaniu obszernej karty dań długo zastanawiałyśmy się, co zamówić. Oczywiście żadna z nas nie zamówiła tego samego dania - chciałyśmy spróbować jak najwięcej różnych potraw. Kelnerka jakby czytała nam w myślach, gdyż wszystko dostałyśmy w formie jednego wielkiego talerza, z którego nabierałyśmy wedle uznania porcje. Nie byłyśmy w stanie zjeść całkiem dużej części posiłku, więc to chyba najlepszy dowód na to, że serwowane tam porcje są naprawdę duże.
Co dokładnie zamówiłyśmy?



Zupę krewetkową po tajsku, pierożki hacao na parze, kurczaka w 5 smakach, kiełki sojowe oraz - uwaga - ośmiornicę po wietnamsku.

Zgodnie stwierdziłyśmy, że zarówno zupa, jak i pierożki były bardzo dobre. Kiełkom sojowym także nie miałyśmy nic do zarzucenia, ale nasze serca podbił kurczak - delikatny i aromatyczny, w pysznym sosie. To naprawdę jedno z lepszych dań tej restauracji. Ośmiornica wzbudziła w nas mieszane uczucia - była lekko gumowata, a jeśli miała ona mieć intensywny smak, skutecznie został on zabity przez zdecydowanie zbyt grubą panierkę. Mimo to danie nie było niesmaczne - można byłoby jednak nad nim popracować, podobnie jak nad ryżem, który niestety był trochę rozgotowany.
Podsumowując powyższe uwagi, A Dong to miejsce, do którego na pewno bym wróciła. W ich menu jest wiele ciekawych propozycji, które z chęcią zobaczyłabym na talerzu. Lokal ma kilka wad, jednak utrzymuje się na dobrym poziomie. Na pewno nie jest to przeciętna azjatycka knajpka, w której można liczyć co najwyżej na rozgotowany chiński makaron z przesmażonymi warzywami.




A swoją drogą, nawiązując do pierwszego zdjęcia... Orange Mocha w Starbucksie jest naprawdę godna polecenia! Kto nie pił, niech zapozna się z tym świątecznym smakiem pomarańczy i gorzkiej czekolady ukrytej w naprawdę pysznej kawie. :)


Dużo interesujących filmów, spacery, ROZMOWY. Wspólne gotowanie, aromatyczne kawy i nowe ciekawe smaki. Tak oceniam to spotkanie i chyba nic dziwnego, że... nie mogę doczekać się kolejnego!
A teraz? Wracamy do codziennych obowiązków. Lekcje czekają. Książka do pociągu już w torbie, czas iść na przystanek. Poranek uwieńczony czekoladowym ciastem z fasoli i kawą "kokosowe malibu" dał potrzebną energię na wyjście. Uśmiech na twarzy poniesie dalej.

11.18.2013

Brownie pancakes



cukiniowe brownie pancakes
zucchini brownie pancakes

Wczorajszy dzień znowu zapisze się jako jeden z tych wspaniałych. Po leniwym śniadaniu spacer, pyszny obiad z autorskiego przepisu Angie, a potem spotkanie w Katowicach - w jeszcze większym gronie! Wraz z Karoliną, Magdą, Anetą i Darią odwiedziłyśmy całkiem atrakcyjne miejsce, jakim jest kawiarnia Sceneria. Spotkanie nie trwało długo, jednak niewątpliwie warto było się zobaczyć.

Dziś dzień wolnego, wolnego oficjalnie do wtorku. Szykuje się ciekawy dzień pod hasłem "Bloger ocenia", czyli wizyty w azjatyckiej restauracji wraz z aparatem. Przygotowane nie będziemy tylko my - ja i Angie, ale i cała ekipa restauracji. Już nie mogę się doczekać!

11.17.2013

491. Sunday / Katowice!


waniliowy kokosowy serniczek z czekośliwką, kawa "karmelowy muffin"
vanilla cocnut cheesecake with chocoplum, caramel muffin coffee


/2 porcje/
- 400g serka trzykrotnie mielonego
- 1 jajko
- 1 łyżka cukru trzcinowego
- 20g budyniu waniliowego
- 1 łyżka wiórków kokosa
- 1 łyżki czekośliwki
- szczypta soli
+
- kandyzowany kokos
- 1 łyżeczka czekośliwki

Serek, jajko, cukier, budyń i sól zmiksować na gładką masę. Dodać wiórki kokosa i ponownie wymieszać. Do kokilek nałożyć do połowy wielkości masę, dodać po łyżce czekośliwki i kilka kostek kokosa na kokilkę i przykryć resztą masy sernikowej. Na wierzchu zrobić wzorki z czekośliwki. Włożyć kokilki do nagrzanego piekarnika i piec 25 minut w 180*C.







Pierwsze śniadanie w Katowicach, z Angie. Popijane przepyszną kawą, którą dostałam w prezencie. Po miesiącach wiadomości, wspólnego gotowania i dzielenia się wrażeniami przez internet, nareszcie spotykamy się na żywo.

Wczorajszy dzień mogę zaliczyć do jednej, długiej podróży zdecydowanie odbiegającej od rutyny - kiedy tylko przyjechałam do Katowic, zapomniałam o sześciu godzinach podróży. Rozmowy, wizyta w od dawna rekomendowanej mi wegetariańskiej restauracji Złoty Osioł, wspólne buszowanie po sklepach i odległych, niezwykle fotogenicznych zakamarkach miasta, uwieńczone Cinnabon. 


Dużo uśmiechu, piękny prezent i obiecująca wizja kolejnych dni malują na mojej twarzy uśmiech. Co mogę powiedzieć? W takich chwilach zdaję sobie sprawę z tego, co tak naprawdę daje blog, jak wspaniałych ludzi można dzięki niemu poznać.

Dziękuję też wszystkim za nominacje do Liebster Blog Award - kiedy tylko będę miała chwilkę,  odpowiem na pytania. :)

Dzisiaj szykuje się spotkanie w... jeszcze liczniejszym gronie! Już nie mogę się doczekać. 


11.16.2013

Bezpieczny Aspartam - Polskie Towarzystwo Walki z Otyłością!


Ze względu na wczesną porę nie wstawiam śniadania, lecz traktuję o Kamapnii, która niewątpliwie zasługuje na rozgłos.

Co co się rozchodzi? 

O wsparcie działań pod patronatem Polskiego Towarzystwa Walki z Otyłością oraz Polskiego Towarzystwa Diabetyków!

Jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny jest wzrost częstości występowania nadwagi i otyłości oraz ich powikłań, głównie cukrzycy typu 2 i chorób układu krążenia. Otyłość została zaliczona przez WHO do epidemii XXI wieku. Przyczyną epidemii otyłości są zmiany stylu życia, takie jak brak aktywności fizycznej i nadmierne spożycie wysoko przetworzonej żywności o wysokiej gęstości energetycznej, prowadzące do dodatniego bilansu energetycznego. 
Skuteczne zapobieganie i leczenie nadwagi i otyłości oraz ich powikłań wymaga trwałych zmian stylu życia, co jest trudne ze względu na liczne czynniki wewnętrzne i zewnętrzne, które z czasem zmniejszają motywację osoby zmuszonej do odmawiania sobie spożywania pokarmów o ulubionym smaku. Zmniejszenie gęstości energetycznej dostępnej żywności, poprzez zmianę procesów technologicznych jej wytwarzania i składu, jest ważnym elementem działań profilaktycznych podejmowanych na poziomie społecznym. Jednak wprowadzenie takich zmian wymaga akceptacji konsumentów, którzy muszą dokonać wyboru produktu o obniżonej kaloryczności, co wymaga od producentów zachowania atrakcyjności smakowej. 
Preferencje słodkiego smaku kształtują się u człowieka już w okresie dzieciństwa, ponieważ mleko matki zawierające laktozę ma lekko słodki smak. W celu zaspokojenia upodobań konsumentów do słodkiego smaku i jednoczesnego obniżenia kaloryczności pokarmów i napojów przemysł spożywczy stosuje niskokaloryczne substancje słodzące (słodziki). Niskokaloryczne substancje słodzące to związki o słodkim smaku oraz o zerowej lub nieprzekraczającej kilku kilokalorii energetyczności. Ponieważ są to związki, których słodki smak jest bardzo intensywny, można je dodawać do produktów spożywczych w bardzo małych ilościach. Obecnie słodziki są stosowane w produkcji napojów bezalkoholowych, słodyczy, mrożonych deserów, bjogurtów i budyni, a także wielu leków. 
Do pieczenia i gotowania może być stosowana niskokaloryczna substancja słodząca pochodzenia naturalnego - stewia, która jest oporna na wysoką temperaturę, do 200 °C.

Odnosząc się do doniesień dotyczących rzekomego zwiększonego ryzyka niektórych nowotworów u zwierząt doświadczalnych, którym podawano sacharynę, aspartam i cyklaminian, należy podkreślić,że wyniki ostatnich badań przeprowadzonych u ludzi nie potwierdziły tych tez.
Odrębnym problemem jest stosowanie niskokalorycznych substancji słodzących w okresie ciąży. Sacharyna, z uwagi na przechodzenie przez łożysko i nie do końca poznany wpływ na płód, nie powinna być stosowanaw ciąży, natomiast pozostałe słodziki mogą być stosowane.

Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością i Polskie Towarzystwo Diabetologiczne podkreślają, że spożywanie produktów spożywczych, których kaloryczność została obniżona dzięki zastosowaniu niskokalorycznych substancji słodzących, nie może być jedynym elementem zmian stylu życia. Jest to tylko sposób na zaspokojenie potrzeby odczuwania słodkiego smaku, bez spożywania mono- i disacharydów, co może ułatwić realizację zaleceń dietetycznych i kontrolę glikemii. W rozwoju nadwagi oraz otyłości i jej powikłań istotną rolę odgrywa również spożycie tłuszczów, zwłaszcza nasyconych, których ilość w diecie również powinna zostać ograniczona. Należy także podkreślić, że samo ograniczenie energetyczności diety powoduje nie tylko ubytek masy tłuszczu, ale również masy mięśniowej. Dlatego, by zapobiec ubytkowi masy mięśni szkieletowych, konieczna jest regularna aktywność fizyczna (minimum 5 razy w tygodniu 30 minut ćwiczeń tlenowych, np.: marsz, jazda na rowerze, pływanie na basenie).


*

Co ja o tym myślę? Osobiście, jestem szczerze zaskoczona, niemniej nie kwestionuję podanych oficjalnie faktów. Biorąc pod uwagę, jak duży odsetek ludzi spożywa słodzik we wszelakiej postaci, chyba można tylko się cieszyć, jeżeli nie jest to szkodliwe dla zdrowia.

A  przy okazji - zawsze trzeba pamiętać o jednym: umiarze. :) Czy to słodzik, czy cukier, czy miód.

Jak Wy się do tego odnosicie? 

*

A teraz? 
Jadę. 
Spotykamy się po drugiej stronie rzeczywistości.
Aparat biorę ze sobą!

http://talkilla.com/rdr/MiH7



11.04.2013

478. Monday / pisania nieco więcej. surowe kakao i kaktus.

 owsianka na mleku z jagodami goji, suszonymi daktylami, suszonym kaktusem i startym świeżym kakao
oatmeal with milk, goji berries, dried dates, dried cactus and grated fresh cocoa

Nie spałam dzisiaj długo, nie spałam też spokojnie. Z podbitymi oczyma ratuję się kawą, dobrym śniadaniem i kilkugodzinną dawką muzyki. Cieszę się, że to wciąż poranek, który może rozciągnąć się na kilka kolejnych godzin bez ignorancji czegokolwiek i kogokolwiek. Poniedziałkowa prywatność.
Niezidentyfikowane superfood pod nazwą "suszony kaktus" znalazłam w szafce jako relikwię tegorocznych wakacji, festynu i ogromnego stosika z bakaliami świata, nad którym spędziłam, nie ukrywając, całkiem sporo czasu, wybierając owoce pod względem ich osobliwego wyglądu, pomijając zupełnie prawdopodobieństwo uzyskania jakiegoś smaku. Niemniej, paczka prawie się skończyła, a ja jeszcze nie natrafiłam na coś niejadalnego. Suszony kaktus - bodajże opuncja, gwoli ścisłości - może nie zachwyca smakiem tak jak ulubione daktyle, niemniej przez swój lekko kwaśny smak dobrze kontrastuje w słodkich da... śniadaniach. ;)
Surowe kakao - chyba nie muszę mówić zbyt wiele. Dla miłośników naturalnego smaku kakao - i oczywiście czekolady - to bez wątpienia prawdziwa gratka. Rzadko kiedy można uzyskać dzięki kilku tylko szczyptom startych ziaren tak intensywny smak, chociaż... Nie da się ukryć, że i zwykłe naturalne kakao bez wątpienia daje radę. 

Wracamy do pisania. Nie blogowym pisaniu o kaktusach, nie umniejszając tu bynajmniej ich znaczenia, a pisaniu niekoniecznie czystą, ale teoretycznie prozą dla siebie, może nie tylko - miejsce na znaki zapytania oficjalnie zostawione. Jesienna melancholia? Jeżeli objawia się w ten sposób, mogę w spokoju się nią napawać. 


10.29.2013

Kasza bulgur z limonkami w syropie


kasza bulgur z siemieniem lnianym, suszonymi wiśniami i limonkami w syropie
bulgur with flax, dried cherries and limes in syrup

Zmiany? Graficzne. Proces jeszcze niezakończony, ale nagłówek już powstał! JEstem z niego zadowolona, a teraz czas zająć się resztą bloga. Kilka detali czeka na swoje pięć minut. Dajcie znać, co sądzicie o nowej grafice. :)

Kolejny raz łączę kwaśne i słodkie smaki. Kwaśne limonki topią się w słodkim syropie i gorącej kaszy, a suszone wiśnie zachwycają lekką, naturalną słodyczą. Śniadanie w miseczce daje pole do popisu, które chyba nigdy się nie kończy.






I want to wake up in your white, white sun
and I want to wake up in your world with no pain
but I'll just suffer in a hope to die someday
while you are numb all of the way
when I hate it I know I can feel but
when you love you know it's not real

10.10.2013

Partaszka

partaszka z dżemem rumowo-ananasowym
partaszka with pineapple-rum confiture

*PRZEPIS

*Przypominam o KONKURSIE. Zagłosujecie na zielone placuszki? :) Dostały docenione przez jury, a teraz potrzebuję Waszych głosów, wsparcia, by przeszły dalej. Będzie mi bardzo miło, jeśli uznacie, że warto zagłosować na mój przepis. :) Rejestracja trwa tylko chwilkę, a to dużo dla mnie znaczy.


Partaszka, którą zachwycałam się jakiś czas temu - powraca. Podana z resztą przepysznego dżemu, który niestety znajduje się już na wykończeniu. 

Po szkole idę w odwiedziny. Idę z prezentem - jak najbardziej zasłużonym. Kiedy myślę o tej osobie i jej pasji, na mojej twarzy maluje się uśmiech. Tyle ma jej sama w sobie, tyle zdołała mi jej przekazać. Miesiącami czekałam z niecierpliwością na każdą lekcję, nie czułam zmęczenia czy znużenia, pisząc kolejne eseje, ucząc się nawet najtrudniejszych zagadnień. Koniec końców zdałam egzamin i teraz czas, bym mogła się za to - choć tak banalnie, tak niepozornie - odwdzięczyć. Może to ekstrawaganckie, może dziwne, może trochę niezrozumiałe, ale mam dziwne wrażenie, że kiedy wyjadę, nie zapomnę wysłać
od czasu do czasu kartki czy ciepłego słowa osobie, która pomogła, pomaga mi się tam znaleźć.




10.02.2013

Śliwki pod kukurydziana chmurką

śliwki zapiekane z jagodami goji i cynamonem pod kaszą kukurydzianą
plums with goji berries and cinnamon baked with polenta




Trochę to zabawne, trochę irytujące, kiedy leci się na łeb, na szyję na fakultety z matematyki (o ironio - będąc humanistą!) i dowiedzieć się, że nikt z zarządu szkoły nie pomyślał, by zorganizować coś poza nieopatrznym wpisaniem ich w plan klasy. ;) Zyskać dwie godziny siedzenia, które byłyby pewnie nudne, całkowicie bezsensowne i godne narzekania, jeśli oczywiście nie miałoby się w kompanii grona świetnych znajomych. W nieszczęściu szczęście, a przynajmniej wiem, że mój wtorek pozostaje niezmiennie wtorkiem leniwym, kiedy lekcje zaczynają się o 10. 


Dzisiaj też spokojnie. Zakładam leginsy, sweter do kolan i glany z zamiarem udawania, że jest mi ciepło. Wczoraj przywitał mnie przymrozek, więc nie ma innej rady, jak wyjąć z szafy
najcieplejszy arsenał, a w sklepie mimochodem kupić zapasowe opakowanie cynamonu. Lubię, naprawdę lubię jesień. 



\/1 porcja/
- 150g śliwek
- 1 łyżka jagód goji
- 1 łyżka powideł czekośliwka*
- 50g kaszy kukurydzianej
- 200ml mleka
- 1 łyżeczka syropu z agawy
- 1 łyżeczka masła
*można użyć 1 łyżki kakao i 1/2 łyżeczki syropu z agawy

Śliwki myjemy, pozbawiamy pestek i kroimy na cząstki. Układamy je na dnie kokilki, mieszamy z jagodami goji i cynamonem. Kaszę kukurydzianą gotujemy na mleku z dodatkiem syropu z agawy ok. 10 minut (do zgęstnienia). Pod koniec gotowania dodajemy masło i łączymy je z kaszą. Kaszę nakładamy na śliwki. Naczynie żaroodporne wkładamy do nagrzanego do 180*C piekarnika i zapiekamy 20 minut. Podajemy od razu.
Inspiracja
Akcja: Nakarm Cukrzyka na Diecie


9.29.2013

Dietetyczne ciasto jabłkowe

ciasto jabłkowe
jednoporcjowe ciasto jabłkowe
apple pie for one
ciasto jabłkowe

Kolekcja śniadaniowych wypieków właśnie poszerzyła się o kolejną wariację, która mnie zachwyciła. Ciasto jest słodkie, delikatne, a kiedy wystygnie, można bez problemu wyjąć je z foremki. Ja nie czekałam na ten moment, ale wiem to, bo wczoraj zrobiłam to ciasto w wersji XXL - znikło w ciągu jednego popołudnia głównie za sprawą mamy, wielbicielki wszelkich słodkości. Mogę jedynie powiedzieć, że szczerze polecam ten wypiek - i nie jestem jedyna! :)

ciasto jabłkowe
/1 porcja/
- 1/2 szklanki mąki żytniej
- 1 jajko
- 2 łyżki mleka
- 1 łyżeczka masła
- 1 łyżeczka syropu z agawy
- 150g jabłka
- 1/3 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
- szczypta cynamonu
- kilka kropel ekstraktu z wanilii

Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, sodą i cynamonem, następnie miksujemy z mlekiem, roztopionym masłem, syropem i ekstraktem. Na końcu dodajemy starte na tarce jabłko i mieszamy ciasto łyżką. Przekładamy masę do lekko natłuszczonego ceramicznego naczyńka i zapiekamy 35 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C.
Akcja: Nakarm Cukrzyka Jesienią


9.25.2013

Kokosowa kasza manna z limonką w syropie

 kasza manna z musli kokosowym, bananami karmelizowanymi z sezamem i limonką w syropie
semolina with coconut muesli, carmelised banana with sesame and  lime in syrup

Limonka w syropie, czyli kwaskowatość przełamana lepką, lekko alkoholową słodyczą. Nie zastanawiałam się za bardzo podczas komponowania dzisiejszej mieszanki, ale smakowo wyszło coś bardzo dobrego - przynajmniej dla mnie, a dodać muszę, iż bardzo lubię limonkowy i cytrynowy posmak. Odkąd jakimś dziwnym trafem wyzbyłam się alergii na ów owoce, na nowo z tego korzystam. To przyda się przy okazji tej chorobowej pory, kiedy wszyscy wokół kichają, kaszlą i pociągają nosem. Mnie boli gardło, jednak mam ambitny plan chodzenia do szkoły przynajmniej do końca tego tygodnia. Muszę nadrobić nieobecności przed jakimś nadprogramowym dniem wolnym. 


9.24.2013

Partaszka

 partaszka z jabłkiem
Polish pudding with apple

Znowu jadę. Tym razem jednak tylko na jeden dzień i to całkiem "legalnie", bo z klasą. Nie mogę się doczekać, bo choć w Warszawie było, pomijając czas egzaminów, bardzo przyjemnie, ale stęskniłam się już za przebywaniem w towarzystwie znajomych ze szkoły.

Tytuł wymowny, a co autor miał na myśli? Otóż to, że zjadłam dzisiaj jedno z najlepszych śniadań życia. Było już wiele dobrych i bardzo dobrych, ale to zaliczy się do ścisłej czołówki. Kiedy pytałam na facebooku, na początku wśród propozycji pierogów, klusek, a nawet jajecznicy, dziś zobaczyłam, że to Martyna domyśliła się odpowiedzi! Gęsty i budyniowy pudding, w smaku odrobinę jak lane kluski, odrobinę jak budyń, a może budyniowa owsianka. Zachwyciłam się jego prostym, delikatnym smakiem - co więcej, nie jest to chwilowy zachwyt, bo już jakiś czas temu przygotowywałam to danie na kolację i jak widać, z wielką chęcią do niego wróciłam. Może nawet dziś po przyjeździe zrobię je raz jeszcze. Po prostu uzależnia. Czasem zachwyca mnie i nie mogę się nadziwić, z jak niewielu produktów potrafiono kiedyś stworzyć naprawdę dobre danie. Dziś? Bywa, że i z pomocą rozmaitych ulepszaczy wcale się to nie udaje.

/1 porcja/
- 375ml mleka (1 1/2 szklanki)
- 40g mąki
- 1 jajko
- szczypta soli
- 1 łyżeczka miodu
- 1 łyżeczka masła

Szklankę mleka zagotowujemy. W miseczce miksujemy mąkę, jajko, sól, miód oraz 1/2 szklanki mleka. Gdy mleko w garnku się zagotuje, powoli wlewamy mączną mieszankę, cały czas mieszając, aby zapobiec utworzeniu się grudek. Gotujemy na małym ogniu jeszcze kilka minut do zgęstnienia, a następnie przelewamy do miseczki. Na wierzchu układamy masło.