11.19.2013

A DONG - blogerki recenzują!


Dzisiaj niestety wyjeżdżam. Niestety, chociaż tak naprawdę przeważa u mnie zadowolenie. Spędziłam w Katowicach kilka naprawdę wspaniałych dni. Od kiedy poznałam Angie w internecie, nie mogłam się doczekać, kiedy przeniesiemy naszą znajomość do realnego świata. Nie obawiałam się, nie denerwowałam. Wiedziałam, że się dogadamy.

Wczoraj, ostatniego dnia, wybrałyśmy się razem w ramach akcji organizowanej przez portal Uroda i Zdrowie - miałyśmy za zadanie zrecenzować azjatycką restaurację A Dong w Katowicach. Po otrzymaniu obszernej karty dań długo zastanawiałyśmy się, co zamówić. Oczywiście żadna z nas nie zamówiła tego samego dania - chciałyśmy spróbować jak najwięcej różnych potraw. Kelnerka jakby czytała nam w myślach, gdyż wszystko dostałyśmy w formie jednego wielkiego talerza, z którego nabierałyśmy wedle uznania porcje. Nie byłyśmy w stanie zjeść całkiem dużej części posiłku, więc to chyba najlepszy dowód na to, że serwowane tam porcje są naprawdę duże.
Co dokładnie zamówiłyśmy?



Zupę krewetkową po tajsku, pierożki hacao na parze, kurczaka w 5 smakach, kiełki sojowe oraz - uwaga - ośmiornicę po wietnamsku.

Zgodnie stwierdziłyśmy, że zarówno zupa, jak i pierożki były bardzo dobre. Kiełkom sojowym także nie miałyśmy nic do zarzucenia, ale nasze serca podbił kurczak - delikatny i aromatyczny, w pysznym sosie. To naprawdę jedno z lepszych dań tej restauracji. Ośmiornica wzbudziła w nas mieszane uczucia - była lekko gumowata, a jeśli miała ona mieć intensywny smak, skutecznie został on zabity przez zdecydowanie zbyt grubą panierkę. Mimo to danie nie było niesmaczne - można byłoby jednak nad nim popracować, podobnie jak nad ryżem, który niestety był trochę rozgotowany.
Podsumowując powyższe uwagi, A Dong to miejsce, do którego na pewno bym wróciła. W ich menu jest wiele ciekawych propozycji, które z chęcią zobaczyłabym na talerzu. Lokal ma kilka wad, jednak utrzymuje się na dobrym poziomie. Na pewno nie jest to przeciętna azjatycka knajpka, w której można liczyć co najwyżej na rozgotowany chiński makaron z przesmażonymi warzywami.




A swoją drogą, nawiązując do pierwszego zdjęcia... Orange Mocha w Starbucksie jest naprawdę godna polecenia! Kto nie pił, niech zapozna się z tym świątecznym smakiem pomarańczy i gorzkiej czekolady ukrytej w naprawdę pysznej kawie. :)


Dużo interesujących filmów, spacery, ROZMOWY. Wspólne gotowanie, aromatyczne kawy i nowe ciekawe smaki. Tak oceniam to spotkanie i chyba nic dziwnego, że... nie mogę doczekać się kolejnego!
A teraz? Wracamy do codziennych obowiązków. Lekcje czekają. Książka do pociągu już w torbie, czas iść na przystanek. Poranek uwieńczony czekoladowym ciastem z fasoli i kawą "kokosowe malibu" dał potrzebną energię na wyjście. Uśmiech na twarzy poniesie dalej.

22 komentarze:

  1. Ile smacznych zdjęć! Muszę chyba bliżej zapoznać się z kuchnią Azji.. I kawy też spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie spędziłaś czas! Zdecydowanie warto prowadzić bloga, poznawać tak wspaniałe osoby i tym bardziej spotykać się razem na żywo. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz odwiedzisz te okolice :)
    Poza tym ciekawa ta restauracja. Jeśli będę miała okazję to chętnie się tam wybiorę. Tym bardziej, że wasza recenzja zdecydowanie do tego zachęca.
    Co do kawy Starbucks, właśnie w niedzielę próbowałam Pomarańczową Latte i następnym razem pokuszę się i o czekoladową. Świąteczne smaki już coraz bliżej :)
    Spokojnej drogi i przyjemnego powrotu do obowiązków ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zgadzam się :) Ja też mam taką nadzieję i jednocześnie nie wątpię, że jeszcze wpadnę do Katowic!
      Starbucks wymiata ze swoimi zimowymi smakami :) Już nie mogę doczekać się kolejnej wizyty!
      Dziękuję :*

      Usuń
  3. no, muszę przyznać że recenzja brzmi zachęcająco, chętnie bym się wybrała do tej knajpki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie knajpka do siebie nie przekonała, no ale takie spotkanie samo w sobie.. no tyle że tu w sumie nie trzeba by mnie było wcale namawiać! ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie wolałabym porządną kawę ze Starbucksa, chociaż kurczak w pięciu smakach... wiadomo, to się rozumie samo przez się, że z przyjemnością bym zakosztowała:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, nie wątpiłam w to ani przez sekundę :D

      Usuń
  6. ooo kurde! Chyba się tam wybiorę, no zależy też od ceny, ale z tego co piszecie.. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. smakowita foto recenzja:) z pewnością tam wpadnę jak będę miała możliwość:)

    OdpowiedzUsuń
  8. pysznie :) nigdy nie byłam w tej kawiarni ,zawsze odrzucała mnie cena za kawę ...ale może faktycznie warto podejść w wirze zakupów gwiazdkowych ? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę spróbować tej pomarańczowej:))) smakowite zadanie miałyście dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  10. zazdroszczę spotkania ;) a restauracja... we Wrocławiu nie ma porządnej, azjatyckiej restauracji za rozsądne dla studenta pieniądze...

    OdpowiedzUsuń
  11. następnym razem zamówię tę kawę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zachecilas mnie do sprobowania tej kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. zawsze ciekawi mnie azjatycka kuchnia, bardzo lubię odkrywać jej smaki. :) jeżeli będę kiedyś w Katowicach, na pewno odwiedzę tę restaurację :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mm, same pyszności, szkoda tylko, że tak daleko :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Zupka tajska, moja miłośc ;) i wiesz, za tę kawę wiele bym dałam, tęęęsknię za kawką ;)

    OdpowiedzUsuń

Co sądzisz o wpisie?
Jeżeli nie posiadasz konta Google, nie bądź anonimowy - podpisz się swoim nickiem lub imieniem.
Dziękuję za każdą pozostawioną opinię.